Ogromny, rzadko spotykany gatunek wieloryba został wyrzucony na plażę w Nowej Zelandii - podaje serwis stuff.co.uz.
Na wieloryba natknął się podczas przejażdżki rowerem dwa kilometry na południe od rzeki Heaphy'ego na zachodnim wybrzeżu jeden z mieszkańców Graham Postles.
15-metrowy ssak został wyrzucony na plażę podczas przypływu.
- To było piękne, ale bardzo smutne – powiedział Postles.
Pił piwo do góry nogami. Doznał kontuzji pleców. To nie przeszkodzi Peterowi Dowdeswellowi w pobiciu ostatniego rekordu, zanim przejdzie na emeryturę po 37 latach zadziwiania publiczności - czytamy w serwisie mirror.co.uk . Mężczyzna swoimi rekordami zarobił 4,5 mln funtów. Pieniądze przeznaczył na leczenie dzieci niepełnosprawnych.
Dowdeswell specjalizuje się w jedzeniu i piciu na czas. W lipcu dwukrotnie spadł na plecy podczas próby wypicia kufla piwa, będąc do góry nogami. Wyczyn pokazywała brytyjska stacja BBC.
- Od tego czasu czułem się coraz gorzej, szczególnie bolały mnie plecy i ramię. Gdybym tylko mógł kontynuować to, co robię, robiłbym to nadal, ale niestety nie daję rady - przyznał 71-latek.
Mimo tego zdecydował się na swoją ostatnią próbę. W piątek będzie starał się zjeść 12 kiełbasek w ciągu 10 sekund, leżąc na łóżku z gwoździ, który trzymać na swojej głowie będzie przyjaciel rekordzisty - podaje mirror.co.uk.
Pięć dni po wypuszczeniu na wolność sławnego pingwina zwanego Happy Feet, przymocowany do niego nadajnik GPS przestał przesyłać dane i stracono z nim kontakt. Happy Feet był w drodze powrotnej z Nowej Zelandii do domu na Antarktydzie.
Pingwin cesarski "Happy Feet" zdobył światowy rozgłos po tym jak w czerwcu przebył około 3 tys. km i trafił na plaże w Nowej Zelandii. Tam naukowcy wsadzili go na swój statek badawczy, by pomóc w powrocie na Antarktydę. Ptaka uwolniono na Oceanie Południowym, około jednej czwartej drogi od Antarktydy. Wstępne dane przesyłane przez GPS pokazały, że Happy Feet płynął zawiłą drogą, aż kontakt z nim urwał się po około 120 km.
Zdaniem naukowców, przymocowane do pingwina urządzenie mogło po prostu odpaść lub zwierzę mogło zostać zjedzone. Druga wersja jest jednak mało prawdopodobna.
Nadajnik satelitarny przyklejony do piór ptaka, miał z założenia odpaść, ale dopiero za kilka miesięcy.